„Mówił jeszcze o współczesnym seksualizmie, który nazwał „infantylnym wyzwoleniem ludzkości", i zakończył — Nie grozi nam bestia, lecz chłopcy.
— potem i w związku z tym ja o „moich rocznikach" (z zastrzeżeniem umowności terminu chodzi o pewne jednostki czy grupy) — właściwie, co je wyróżniało. Były bezstylowe w sensie kostiumu
1 gestu, prawie żadnych ambicji formalnych, porozumiewano się natomiast co do pewnych cech świadomości czy reguł wzajemnej kontroli, z których wymieniam następujące lojalność, poczucie humoru i brak zakłamania (często też używano słowa przyzwoitość). W sumie chodziło o towarzy
skomoralną strefę bezpieczeństwa, gdzie obłuda, chamstwo i pycha ulegały dyskwalifikacji. Mówię, że te „roczniki" były mniej obojętne, wyraźniej sprecyzowane światopoglądowo — że były mniej świadome komedii, głębiej świadome dramat u. I że w większym stopniu tworzyły żywą miarę wartości niż model zewnętrzny. Ludzie z moich roczników w żadnych manifestacjach artystycznych czy obyczajowych nie określali się, jacy są — nie określali się nawet jako młodzi. Byli merytoryczni bardziej zajęci treściami niż formą, życiem niż stylem, i może dlatego nie zdążyli zobojętnieć, zresztą przeszkodziła im w tym wojna. Od tego schodzę na sprawę „wyrazu twarzy kultury" i twierdzę, że obojętność jest czymś w stosunku do kultury najdokładniej odwrotnym gdybym miał wymienić najmniej kulturalną z min, wybrałbym maskę obojętności. Między innymi dlatego jest mi wroga każda stylizacja na nieprzenikalność, na niedziwieniesięniczemu, na nieruchomą twarz. Jest to obniżanie kondycji, ściąganie kultury w dół. Kultura musi się umieć oburzać, zdumiewać i osądzać, musi być zdolna do mimiki, nie może ukrywać pasji. W przeciwnym razie będzie tylko stylem (gotyk był kulturą — secesja była stylem). I pytam, czy to nie jest podejrzane, że nawet tutaj ciągle mówimy o stylu — częściej niż o kulturze.“(6)


Renowacja antyków |składany stolik |Gry Internetowe