„nie twierdził, że takiego widoku nie oglądał chyba żaden biały człowiek.
Skalny tunel wybiegał na dziwną polanką, nie polankę, niewielki krąg otoczony pionowymi ścianami, oświetlony z góry. Było to zdumiewające dzieło przyrody, która w samym środku, zdawałoby się, litej skały stworzyła coś w rodzaju areny cyrkowej. Na tym małym, płaskim kręgu rosło kilka krzewów wystrzelających wysoko ku słońcu. Oczywiście, że nie ten obraz zdumiewał, lecz widok stosów kości zalegających ziemię, zupełnie jakby stado bizonów wybrało się tutaj na swój ostatni spoczynek. Karol właśnie tak przypuszczał. Ale gdy podniósł nieco pożółkły i miejscami sczerniały fragment szkieletu, spostrzegł, że jest to jednolita kość o grubości sporego drzewa i długości sięgającej mu do ramienia. Nie, bizony o takich wymiarach kości nie istniały. To musiały być olbrzymy, wobec których największy bizon wyglądałby jak preriowy świstak.
— Co to za zwierzęta — zwrócił się do Indianina.
Ale tamten zamiast odpowiedzi wskazał mu szczątek szkieletu podobny do długiej i wąskiej czaszki z dwiema szczękami, w których sterczały zęby, raczej ząbce grubości pięści dorosłego mężczyzny.
— Ale potwór! — zdumiał się Karol. — Czy kto go kiedy widział“(8)
<<<< Oczy pani Kemper
| Król Ludwik XVI proteguje >>>>
Baterie łazienkowe |projektowanie stron internetowych |Gry Internetowe